wtorek, 10 stycznia 2017

Rozdział I




Z pięknego snu wybudziły mnie krzyki z kuchni.
Świetnie, znowu to samo, czy przynajmniej raz w życiu, mogłabym obudzić się w miejscu gdzie Ich nie ma? To nie możliwe...
Wstałam z ciepłego łóżka opuszczając piękny świat snu a przenosząc się tym samym do rzeczywistości, która jest do dupy. Wzięłam z szafy rzeczy a z biurka komórkę, podeszłam do okna , wyjrzałam i zamarłam. Co do....
Śnieg? W lipcu? Czy ja nadal śnię? Jak to w ogóle możliwe? Przecież kieyd zasypiałam był straszny upał. Owszem, uwielbiałam zimę, kochałam uczucie szczypania przez mróz skóry, uwielbiałam orzeźwiające powietrze, ale teraz było lato, śnieg raczej nie mógł być normalną rzeczą o tej porze roku. Czy to w ogóle możliwe? Drzewa, domy dookoła wszystko było pokryte białym puchem, zamknęłam okno bo zaczęło wdzierać się do pokoju mroźne powietrze, temperatura najwyraźniej spadła poniżej zera.
Wyszłam na korytarz, omal nie wpadając na starszego brata który kiwnął mi głową w stronę schodów co pewnie znaczyło że zaraz zmywa się z domu, też miałam to w planach, nie mam ochoty kolejny raz słuchać kłótni rodziców. Udałam się w kierunku łazienki, małej, ale swojej, mieć własną łazienkę to jest to. Niebieskie płytki którymi była wyłożona przypomniały mi o pogodzie panującej za oknem.
Weszłam i wzięłam gorący prysznic oraz ułożyłam moje piękne, lśniace włosy, makijaż też zajął mi trochę czasu.
Żartuję.
Wchodząc pod prysznic potknęłam się i obiłam kolano, ze słuchawki poleciała lodowata woda, która przebiła moje ciało niczym ostre igły. Wychodząc z kabiny spojrzałam tylko w lustro na szopę na głowie i pomyślałam że po co robić jakikolwiek makijaż, kiedy i tak nic to nie da, po co mam się starać?
Zbiegłam po schodach na dół przy okazji potykając się znów o stopień, wchodząc do ciepłej kuchni poczułam zapach naleśników z syropem klonowym, ale krzyki rodziców zupełnie odebrały mi apetyt i przy okazji nastrój który i tak był najlepszy,  chwyciłam jabłko i wybiegłam z domu ignorując wołającą mnie mamę,
Ponownie zamarłam . Śnieg to prawda, wszystko było białe, lodowaty wiatr przywrócił mi znodlność myślenia, wsiadłam do samochodu, z którego odpaleniem męczyłam się przynajmniej z 15 minut.
Nareszcie, chwila wolności, to uczucie kiedy możesz pojechać wszędzie...
 Chyba że nie masz pieniędzy, tak jak ja, wtedy zostaje ci tylko codzienna rutyna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz